środa, 27 kwietnia 2016

Nie było mnie tu


Nie było mnie tu. Zatraciłam cząstkę siebie. Wiele rzeczy się zmieniło, ale wewnątrz dalej jestem taka sama. Dalej trapią mnie duchy przeszłości. Ludzie, którzy już nie są obecni w moim życiu, wracają jak bumerang jedynie w moich wspomnieniach. Brakuje mi. Brakuje mi tej cholernej niezależności, którą miałam rok temu. Brakuje mi odwagi, pieprzonej odwagi do realizowania siebie, do spełnienia moich przeklętych marzeń, do snów, do Ciebie. Opadam delikatnie na dno. Wszystko się może zmienić w rok. Mogę wszystko stracić albo jeszcze wiele zyskać. Kim będę za kolejny rok? Kim będziemy wszyscy? Będziemy?

czwartek, 9 października 2014


muszę wrócić 
muszę swoje myśli wypuścić 
muszę zacząć być
kim chcę
kim jestem















poniedziałek, 21 lipca 2014


Wiesz co, czasami ludzie są jak rzęsa w oku. Albo przybiorą taką pozycję, że nawet nie czujesz,że masz coś obcego pod powieką albo przekręcą się tak, że boli, piecze i przede wszystkim irytuje i naprawdę ciężko się uwolnić od małego, cholernie małego, włoska rzęsy. Za każdym razem kiedy próbuje zrozumieć zachowania ludzi, myślę właśnie do której kategorii należą: do tej łagodnej czy irytującej. I wtedy odpuszczam. Ile można walczyć, ile można skakać aby nas zobaczyli. To wszystko opiera się na tym, jak bardzo wartościowi są i jak bardzo nam na nich zależy. I najważniejsze: jak nam będzie bez nich w naszym życiu. Każdy człowiek musi coś wnieść do naszego życia bo inaczej jest dosyć zbyteczny. Ja to widzę tak. Ty możesz widzieć inaczej. Ale jeszcze dodam, że ludzie są cholernie męczący.

niedziela, 20 lipca 2014


Ciężkie powietrze, wiatr otulający upałem, mocne i ostre słońce. Przygnębia mnie ta pogoda. Z jednej strony powinnam się cieszyć latem i całą jego otoczką ale znacznie lepiej czuje się w porze wieczoru, światła, które w barwach czerwieni znika za lasem, ciszy i świeżego chłodnego powietrza. Nawet z popołudniowego wypadu nad jezioro zrezygnowałam. Chociaż to był chyba zły pomysł.

piątek, 18 lipca 2014











crown of flowers



Wiesz, czasami czuję chwilowy przypływ szczęścia w danym momencie. Tak nieoczekiwanie. Zazwyczaj wtedy się uśmiecham. Takie szczypnięcie szczęścia. Nieważne gdzie jestem. Zawsze reaguje tak samo. Wystarczy miła wiadomość tekstowa, czy radosne wspomnienie. Po prostu się uśmiecham. Przed chwilą to przeżyłam. To było kilka sekund. Wystarczył mi zapach letniego wieczornego powietrza. Wciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam, świeżość dostała się do mojego wnętrza. A ja się uśmiechnęłam. Lubię takie chwile. Wtedy rozumiem jak niewiele potrzeba aby czuć szczęście.


poniedziałek, 9 czerwca 2014


„Sylwia- czarująca romantyczka. Bardzo by chciała, ażeby Zielona Góra była Nowym Jorkiem, a aparat fotograficzny wehikułem czasu. I w sumie trochę tak jest. Dzięki niebanalnej wyobraźni, bystremu spojrzeniu i ogromnej wrażliwości, tworzy wokół siebie wymarzoną, magiczną przestrzeń. Pieczołowicie oprawia ją w fotografię, która wielu ludziom pokazuje- zdawałoby się niecodzienną rzeczywistość. Sama w to nie wierzy, ale to prawda. Zaklina los, trochę zachowawczo, ale z potężną nadzieją i ciekawością świata- realizuje cele ze swojej listy 100 na całe życie. Zdobędzie każdy cel, każdy szczyt, jeśli zrozumie, że na nią czekają. Na nią i jej wrodzoną wdzięczność, za spotkane drobiazgi szczęścia... 

Z absolutną odpowiedzialnością, za własne słowa- K.”

wtorek, 3 czerwca 2014



ale nie ma Ciebie 
nie czuję Cię
nie widzę Cię
czym jest wieczór
bez bicia Twego serca
czym jest noc bez Twego dotyku
czym są słowa bez Twojego głosu
a czym jest miłość otulona Twoją nieobecnością


piątek, 4 kwietnia 2014


Wiesz co? Stara drewniana altanka, gorąca herbata, która wraz z wiatrem traci swoje ciepło, mocne papierosy i moja przyjaciółka to chyba najlepsze zakończenie dzisiejszego dnia.


poniedziałek, 24 marca 2014

   Uchylając  drzwi i robiąc krok w stronę pomieszczenia, do którego mam zamiar wejść, pierwsze co rzuca się w oczy to śnieżnobiałe choć już wytarte drewno desek ułożonych na podłodze. Wchodząc i  rozglądając się na boki, zachwycają mnie meble, drewniane, jasne, jakby ponadczasowe. Półki utrzymują ciężar wielu książek, które swoimi wielobarwnymi grzbietami ukazują tęczę najwspanialszych barw.  Mój wzrok pada na biurko, a raczej na jego wyposażenie. Wazon, pełen soczystych, świeżo ściętych pudrowo różowych tulipanów, przełamuje biel drewnianej podłogi a zieleń łodyg pięknie komponuje się z perłowymi ścianami. Maszyna do pisania, dumnie stoi obok wazonu. Wygląda unikatowo, choć  jej pastelowy kolor w wielu miejscach się nadzwyczajnie w świecie wytarł, podobnie jak okrągłe klawisze, na których pozostały juz  jedynie zarysy liter. Sterta papierów, wypełnionych słowami, sugeruje, że maszyna jest dla użytkownika niezwykle ważna, podobnie jak pisanie, gdyż nieopodal jej leży pióro oraz dziennik. Oglądając ściany, uwagę przykuwa mozaika zdjęć, wiele twarzy, wiele momentów, wiele chwil zapisanych na kawałkach kolorowego papieru, które przyciągają wzrok, jak i nakłaniają do uśmiechu. Uwagę skupia, stary analogowy zenit, może nawet odziedziczony po dziadkach, pod nim leżą rozrzucone klisze. Łóżko razi bielą puchu, lecz poduszki w kolorach różu i błękitu przypominają poranne, letnie, beztroskie niebo. Słychać cichy dźwięk. To deszcz, a raczej jego krople, które spokojnie pukają w zamknięte przezroczyste szyby, wystukując własny takt. Jest łagodnie, sentymentalnie i nostalgicznie. Niewiele światła wpada do pomieszczenia, lecz to nie jest ważne. Istotne są  ramiona mojego mężczyzny, ciepłe, silne i bezpieczne. To on, siedzi w kącie na twardym drewnianym krześle, to jego ramiona są moją idealną przestrzenią, to dotyk, bicie jego serca i tętniące żyły pokazują mi przestrzeń moich marzeń, zapomnienie moich lęków, poczucie szczęścia. Przestrzeń, byłaby jedynie zwykłym pomieszczeniem bez jego oddechu, rozszerzających się źrenic i  pogodnego uśmiechu. 
 zadanie domowe

czwartek, 20 marca 2014


Dni naprawdę źle mi upływają. Nie czuje się dobrze gdy jestem w mieszkaniu, w mieście, na uczelni. Tęsknie za domem, za facetem, za brakiem obowiązków i dosłownie robieniem niczego. Do tego wszystkiego brakuje ci czasu na wszystko, nawet na siebie. Mam obdarty błękitny lakier na paznokciach. Wróciłam na domowe tereny i czuję się o wiele szczęśliwsza, tyle, że znowu nie rozplanuje dobrze czasu tak, jakby tego chciała. Ciężko jest w trzy dni ogarnąć spotkania z rodziną, facetem i przyjaciółmi. A no i jeszcze załatwienie sprawy związanej z pracą. A przy tym posprzątać szafkę z ciuchami, już dwa tygodnie się do tego zabieram.

niedziela, 16 marca 2014


Przypomniał mi się jeden dzień, który za kilka tygodni będzie miał swoją rocznicę. Pojechałam do przyjaciółki, aby razem z nią zakopać prezent, który mi wówczas dała na urodziny. Może to i dziwnie wygląda, ale minął już prawie rok od momentu, w którym kopałyśmy dół, wyryłyśmy na drzewie datę i byłyśmy w tym miejscu, które jest dla mojej przyjaciółki niezwykle ważne. Nie było wtedy zimno, było ciepło i przyjemnie to pamiętam. I również pamiętam, że czułam dumę, że robimy to razem, że zakopujemy nasze niespełnione marzenia, naszą przeszłość, którą chcemy zapamiętać. Bałam się, naszej rozłąki, czasu, który nas zazwyczaj dzieli a nie łączy. Ale jest już marzec, a ja cie kocham tak samo mocno, tęsknie tak samo mocno i cieszę się tak samo mocno na Twój widok niczym w okresie liceum, gdy między nami zrodziło się to, co jest między nami do teraz.

piątek, 14 marca 2014


Zdecydowanie wolę przyjeżdżać do domu w czwartki. Czuję wtedy, że mogę spokojnie odpoczywać pełnym trzy dniowym weekendem. Dzisiejszy dzień był wspaniały i wiem, że kiedyś będę ogromnie tęsknic za tymi dniami, bo czas nieodwracalnie pędzi do przodu. Jadąc dziś starym, wręcz bardzo starym rowerem, moją ulubioną polną drogą, którą otaczają moje ulubione łąki - czułam nieskończoność. Naprawdę. We wewnątrz mojego ciała wchodziły dźwięki Kings Of Leon, parzące promienie słońca dotykały mojej twarzy a wiatr łagodnie mnie otulał. Przepełniało mnie cholernie wielkie szczęście i myślałam o moich przyjaciółkach. O letnich momentach, które razem przeżyłyśmy, o łąkach, na których siedziałyśmy i paliłyśmy papierosy i rozmawiałyśmy. O wszystkim. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Bałyśmy się wszystkiego. Przeżywałyśmy wszystko. To takie piękne. Posiadam przy sobie osoby, z którymi nie mam kontaktu na co dzień a gdy się spotykamy to zachowujemy się tak jakby nie dzielił nas czas. A opowieści, które nas ominęły wyrywają nam się z ust i wtapiają się w powietrze. Cieszę się na takie chwile i ciesze się, że kocham z wzajemnością te dziewczyny. Tak jak kocham moich dziadków. Dzisiejszy dzień, spędziłam właśnie z nimi i to były ważne dla mnie choć nawet nie wyjątkowe momenty. Ale ważne. Kapie ze mnie szczęście.