Nie było mnie tu. Zatraciłam cząstkę siebie. Wiele rzeczy się zmieniło, ale wewnątrz dalej jestem taka sama. Dalej trapią mnie duchy przeszłości. Ludzie, którzy już nie są obecni w moim życiu, wracają jak bumerang jedynie w moich wspomnieniach. Brakuje mi. Brakuje mi tej cholernej niezależności, którą miałam rok temu. Brakuje mi odwagi, pieprzonej odwagi do realizowania siebie, do spełnienia moich przeklętych marzeń, do snów, do Ciebie. Opadam delikatnie na dno. Wszystko się może zmienić w rok. Mogę wszystko stracić albo jeszcze wiele zyskać. Kim będę za kolejny rok? Kim będziemy wszyscy? Będziemy?
But a lot can change in a year
środa, 27 kwietnia 2016
środa, 8 października 2014
poniedziałek, 21 lipca 2014
Wiesz co, czasami ludzie są jak rzęsa w oku. Albo przybiorą taką pozycję, że nawet nie czujesz,że masz coś obcego pod powieką albo przekręcą się tak, że boli, piecze i przede wszystkim irytuje i naprawdę ciężko się uwolnić od małego, cholernie małego, włoska rzęsy. Za każdym razem kiedy próbuje zrozumieć zachowania ludzi, myślę właśnie do której kategorii należą: do tej łagodnej czy irytującej. I wtedy odpuszczam. Ile można walczyć, ile można skakać aby nas zobaczyli. To wszystko opiera się na tym, jak bardzo wartościowi są i jak bardzo nam na nich zależy. I najważniejsze: jak nam będzie bez nich w naszym życiu. Każdy człowiek musi coś wnieść do naszego życia bo inaczej jest dosyć zbyteczny. Ja to widzę tak. Ty możesz widzieć inaczej. Ale jeszcze dodam, że ludzie są cholernie męczący.
niedziela, 20 lipca 2014
Ciężkie powietrze, wiatr otulający upałem, mocne i ostre słońce. Przygnębia mnie ta pogoda. Z jednej strony powinnam się cieszyć latem i całą jego otoczką ale znacznie lepiej czuje się w porze wieczoru, światła, które w barwach czerwieni znika za lasem, ciszy i świeżego chłodnego powietrza. Nawet z popołudniowego wypadu nad jezioro zrezygnowałam. Chociaż to był chyba zły pomysł.
piątek, 18 lipca 2014
Wiesz, czasami czuję chwilowy przypływ szczęścia w danym momencie. Tak nieoczekiwanie. Zazwyczaj wtedy się uśmiecham. Takie szczypnięcie szczęścia. Nieważne gdzie jestem. Zawsze reaguje tak samo. Wystarczy miła wiadomość tekstowa, czy radosne wspomnienie. Po prostu się uśmiecham. Przed chwilą to przeżyłam. To było kilka sekund. Wystarczył mi zapach letniego wieczornego powietrza. Wciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam, świeżość dostała się do mojego wnętrza. A ja się uśmiechnęłam. Lubię takie chwile. Wtedy rozumiem jak niewiele potrzeba aby czuć szczęście.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
„Sylwia- czarująca romantyczka.
Bardzo by chciała, ażeby Zielona Góra była Nowym Jorkiem, a aparat
fotograficzny wehikułem czasu. I w sumie trochę tak jest. Dzięki niebanalnej
wyobraźni, bystremu spojrzeniu i ogromnej wrażliwości, tworzy wokół siebie wymarzoną, magiczną
przestrzeń. Pieczołowicie oprawia ją w fotografię, która wielu ludziom
pokazuje- zdawałoby się niecodzienną rzeczywistość. Sama w to nie wierzy, ale
to prawda. Zaklina los, trochę zachowawczo, ale z potężną nadzieją i
ciekawością świata- realizuje cele ze swojej listy 100 na całe życie. Zdobędzie
każdy cel, każdy szczyt, jeśli zrozumie, że na nią czekają. Na nią i jej
wrodzoną wdzięczność, za spotkane drobiazgi szczęścia...
Z absolutną odpowiedzialnością, za
własne słowa- K.”
wtorek, 3 czerwca 2014
piątek, 4 kwietnia 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
Uchylając drzwi i robiąc krok w stronę pomieszczenia,
do którego mam zamiar wejść, pierwsze co rzuca się w oczy to śnieżnobiałe choć
już wytarte drewno desek ułożonych na podłodze. Wchodząc i rozglądając się
na boki, zachwycają mnie meble, drewniane, jasne, jakby ponadczasowe. Półki
utrzymują ciężar wielu książek, które swoimi wielobarwnymi grzbietami ukazują
tęczę najwspanialszych barw. Mój wzrok
pada na biurko, a raczej na jego wyposażenie. Wazon, pełen soczystych, świeżo
ściętych pudrowo różowych tulipanów, przełamuje biel drewnianej podłogi a
zieleń łodyg pięknie komponuje się z perłowymi ścianami. Maszyna do pisania,
dumnie stoi obok wazonu. Wygląda unikatowo, choć jej pastelowy kolor w wielu miejscach się
nadzwyczajnie w świecie wytarł, podobnie jak okrągłe klawisze, na których
pozostały juz jedynie zarysy liter.
Sterta papierów, wypełnionych słowami, sugeruje, że maszyna jest dla
użytkownika niezwykle ważna, podobnie jak pisanie, gdyż nieopodal jej leży
pióro oraz dziennik. Oglądając ściany, uwagę przykuwa mozaika zdjęć, wiele
twarzy, wiele momentów, wiele chwil zapisanych na kawałkach kolorowego papieru,
które przyciągają wzrok, jak i nakłaniają do uśmiechu. Uwagę skupia, stary analogowy
zenit, może nawet odziedziczony po dziadkach, pod nim leżą rozrzucone klisze.
Łóżko razi bielą puchu, lecz poduszki w kolorach różu i błękitu przypominają
poranne, letnie, beztroskie niebo. Słychać cichy dźwięk. To deszcz, a raczej
jego krople, które spokojnie pukają w zamknięte przezroczyste szyby, wystukując
własny takt. Jest łagodnie, sentymentalnie i nostalgicznie. Niewiele światła
wpada do pomieszczenia, lecz to nie jest ważne. Istotne są ramiona mojego mężczyzny, ciepłe, silne i
bezpieczne. To on, siedzi w kącie na twardym drewnianym krześle, to jego
ramiona są moją idealną przestrzenią, to dotyk, bicie jego serca i tętniące
żyły pokazują mi przestrzeń moich marzeń, zapomnienie moich lęków, poczucie
szczęścia. Przestrzeń, byłaby jedynie zwykłym pomieszczeniem bez jego oddechu,
rozszerzających się źrenic i pogodnego
uśmiechu.
zadanie domowe
czwartek, 20 marca 2014
Dni naprawdę źle mi upływają. Nie czuje się dobrze gdy jestem w mieszkaniu, w mieście, na uczelni. Tęsknie za domem, za facetem, za brakiem obowiązków i dosłownie robieniem niczego. Do tego wszystkiego brakuje ci czasu na wszystko, nawet na siebie. Mam obdarty błękitny lakier na paznokciach. Wróciłam na domowe tereny i czuję się o wiele szczęśliwsza, tyle, że znowu nie rozplanuje dobrze czasu tak, jakby tego chciała. Ciężko jest w trzy dni ogarnąć spotkania z rodziną, facetem i przyjaciółmi. A no i jeszcze załatwienie sprawy związanej z pracą. A przy tym posprzątać szafkę z ciuchami, już dwa tygodnie się do tego zabieram.
niedziela, 16 marca 2014
Przypomniał mi się jeden dzień, który za kilka tygodni będzie miał swoją rocznicę. Pojechałam do przyjaciółki, aby razem z nią zakopać prezent, który mi wówczas dała na urodziny. Może to i dziwnie wygląda, ale minął już prawie rok od momentu, w którym kopałyśmy dół, wyryłyśmy na drzewie datę i byłyśmy w tym miejscu, które jest dla mojej przyjaciółki niezwykle ważne. Nie było wtedy zimno, było ciepło i przyjemnie to pamiętam. I również pamiętam, że czułam dumę, że robimy to razem, że zakopujemy nasze niespełnione marzenia, naszą przeszłość, którą chcemy zapamiętać. Bałam się, naszej rozłąki, czasu, który nas zazwyczaj dzieli a nie łączy. Ale jest już marzec, a ja cie kocham tak samo mocno, tęsknie tak samo mocno i cieszę się tak samo mocno na Twój widok niczym w okresie liceum, gdy między nami zrodziło się to, co jest między nami do teraz.
sobota, 15 marca 2014
piątek, 14 marca 2014
Zdecydowanie wolę przyjeżdżać do domu w czwartki. Czuję wtedy, że mogę spokojnie odpoczywać pełnym trzy dniowym weekendem. Dzisiejszy dzień był wspaniały i wiem, że kiedyś będę ogromnie tęsknic za tymi dniami, bo czas nieodwracalnie pędzi do przodu. Jadąc dziś starym, wręcz bardzo starym rowerem, moją ulubioną polną drogą, którą otaczają moje ulubione łąki - czułam nieskończoność. Naprawdę. We wewnątrz mojego ciała wchodziły dźwięki Kings Of Leon, parzące promienie słońca dotykały mojej twarzy a wiatr łagodnie mnie otulał. Przepełniało mnie cholernie wielkie szczęście i myślałam o moich przyjaciółkach. O letnich momentach, które razem przeżyłyśmy, o łąkach, na których siedziałyśmy i paliłyśmy papierosy i rozmawiałyśmy. O wszystkim. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Bałyśmy się wszystkiego. Przeżywałyśmy wszystko. To takie piękne. Posiadam przy sobie osoby, z którymi nie mam kontaktu na co dzień a gdy się spotykamy to zachowujemy się tak jakby nie dzielił nas czas. A opowieści, które nas ominęły wyrywają nam się z ust i wtapiają się w powietrze. Cieszę się na takie chwile i ciesze się, że kocham z wzajemnością te dziewczyny. Tak jak kocham moich dziadków. Dzisiejszy dzień, spędziłam właśnie z nimi i to były ważne dla mnie choć nawet nie wyjątkowe momenty. Ale ważne. Kapie ze mnie szczęście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
